Jeszcze kilka dni temu spacerowaliśmy po halach Canton Fair, siedzieliśmy przy stole z producentami, odwiedzaliśmy kolejne fabryki i każdego dnia pokonywaliśmy setki kilometrów między spotkaniami. Dziś jesteśmy już z powrotem w Polsce. Walizki są rozpakowane, telefony pełne nowych kontaktów, a głowy – nowych pomysłów.
Za nami trzy intensywne tygodnie w Chinach. Dziesiątki spotkań biznesowych, wizyty w zakładach produkcyjnych, rozmowy z obecnymi i nowymi partnerami oraz wiele godzin poświęconych na analizowanie produktów, technologii i możliwości współpracy. Ale był to również czas poznawania kraju, który od lat pozostaje światowym centrum produkcji i nieustannie się zmienia.
Każdy wyjazd do Chin wygląda inaczej. Pojawiają się nowi producenci, rozwijają się technologie, zmieniają się potrzeby rynku. Jedno pozostaje jednak niezmienne – żadna wideokonferencja nie zastąpi rozmowy twarzą w twarz ani wizyty na hali produkcyjnej.
Chcemy zabrać Was ze sobą w tę podróż i pokazać, jak wyglądały nasze ostatnie tygodnie – nie z perspektywy katalogów i folderów reklamowych, ale oczami ludzi, którzy codziennie pracują z chińskimi producentami.
Choć z zewnątrz może się wydawać, że podróż do Chin zaczyna się na lotnisku, w rzeczywistości pierwsze przygotowania ruszają na długo przed wylotem.
Każdy dzień wyjazdu planujemy z dużym wyprzedzeniem. Umawiamy spotkania z producentami, wybieramy fabryki, które chcemy odwiedzić, analizujemy branże naszych klientów i układamy trasę przejazdów. W Chinach odległości potrafią być ogromne, dlatego dobra organizacja oznacza więcej czasu na rozmowy i mniej czasu spędzonego w samochodzie.
Tegoroczny plan był wyjątkowo intensywny. Oprócz udziału w 135. edycji Canton Fair czekały na nas wizyty u producentów z różnych sektorów – od wyposażenia domu i gastronomii, przez elektronikę i maszyny, aż po producentów domów modułowych, rowerów oraz rozwiązań dla przemysłu.
Już wtedy wiedzieliśmy, że będą to trzy tygodnie wypełnione pracą od rana do późnego wieczora.
Po kilkunastogodzinnym locie i krótkim odpoczynku przyszedł moment, na który czekaliśmy od wielu miesięcy. Pierwszy dzień Canton Fair.
Nawet jeśli odwiedza się te targi kolejny raz, trudno nie odczuć tego samego wrażenia. Ogromne hale wystawowe, tysiące stoisk i nieustanny ruch ludzi z całego świata.
Tutaj nie słychać jednego języka. Obok siebie rozmawiają przedsiębiorcy z Europy, Ameryki Południowej, Bliskiego Wschodu, Afryki i Azji. W ciągu kilku minut można usłyszeć więcej języków niż podczas tygodniowego pobytu w większości europejskich miast.
Ale bardzo szybko zachwyt ustępuje miejsca koncentracji. Kalendarz spotkań nie czeka.
Jedna rozmowa płynnie przechodzi w następną. Kolejne wizytówki trafiają do kieszeni, na telefonie pojawiają się nowe kontakty w WeChat, a notatnik z każdą godziną zapełnia się kolejnymi informacjami o produktach, możliwościach produkcyjnych i planach współpracy.
Po kilku godzinach człowiek przestaje zwracać uwagę na skalę targów. Skupia się wyłącznie na ludziach. Bo to właśnie oni są tutaj najważniejsi.
Wiele osób przyjeżdża na targi z myślą o znalezieniu nowych produktów. My przyjeżdżamy przede wszystkim po to, aby poznać producentów.
Nowy produkt można zobaczyć na zdjęciu lub podczas wideokonferencji. Znacznie trudniej ocenić firmę, która za nim stoi.
Dlatego podczas rozmów interesują nas nie tylko ceny czy terminy realizacji. Chcemy wiedzieć, jak wygląda produkcja, jakie doświadczenie firma ma w eksporcie do Europy, jak podchodzi do kontroli jakości i czy jest gotowa budować długoterminową współpracę.
Niektóre spotkania kończyły się po kilkunastu minutach. Inne trwały ponad godzinę.
Bywało też, że rozmowa przy stoisku kończyła się prostym zdaniem: “Zapraszamy jutro do naszej fabryki.” I właśnie wtedy zaczynała się najciekawsza część wyjazdu.
Canton Fair odbywa się w trzech fazach, dlatego pomiędzy kolejnymi etapami mieliśmy kilka dni poza halami wystawowymi. To właśnie wtedy mogliśmy spojrzeć na Chiny z nieco innej perspektywy.
Część tego czasu poświęciliśmy na odwiedzanie producentów i zakładów produkcyjnych, z którymi wcześniej umówiliśmy spotkania. Była to okazja, aby zobaczyć proces produkcji na własne oczy, porozmawiać z właścicielami firm i lepiej poznać ludzi stojących za markami, które wcześniej poznaliśmy podczas targów.
Każda fabryka była inna. Jedne imponowały nowoczesnymi, w pełni zautomatyzowanymi liniami produkcyjnymi, inne doświadczeniem pracowników i doskonale zorganizowaną kontrolą jakości. Dopiero podczas takich wizyt można naprawdę zrozumieć, jak funkcjonuje przedsiębiorstwo i jakie standardy stosuje na co dzień. To wiedza, której nie da się zdobyć podczas krótkiej rozmowy przy stoisku wystawowym.
Jednak wyjazd do Chin to nie tylko hale produkcyjne i spotkania biznesowe.
Wieczorami spacerowaliśmy po ulicach Kantonu, odkrywaliśmy lokalną kuchnię i spotykaliśmy się z producentami już w mniej formalnej atmosferze. Przy wspólnej kolacji rozmowy często schodziły z tematów związanych z produkcją na codzienne życie, kulturę czy różnice między Europą a Chinami. To właśnie wtedy można było lepiej się poznać i zbudować relacje, które później ułatwiają współpracę.
Udało nam się również odwiedzić plantacje herbaty i zobaczyć miejsca, które pokazują zupełnie inne oblicze Chin – spokojniejsze, bardziej tradycyjne i oddalone od przemysłowego tempa wielkich miast. Takie chwile pozwalają na moment zwolnić i spojrzeć na ten kraj nie tylko przez pryzmat biznesu.
Wieczory były także czasem podsumowań. Przeglądaliśmy notatki, porównywaliśmy oferty, analizowaliśmy zebrane materiały i planowaliśmy kolejne spotkania. Po każdej fazie targów wracaliśmy z dziesiątkami nowych kontaktów, katalogów i próbek, a wiele najlepszych pomysłów pojawiało się właśnie podczas tych spokojniejszych rozmów i wspólnego planowania.
To uświadamia nam za każdym razem jedno – import z Chin nie opiera się wyłącznie na negocjacjach i cenach. Równie ważne są zaufanie, wzajemne zrozumienie i relacje budowane przez lata.
Choć nie była to nasza pierwsza podróż do Chin, po raz kolejny przekonaliśmy się, jak szybko zmienia się tamtejszy przemysł.
Fabryki są coraz bardziej zautomatyzowane, producenci coraz lepiej rozumieją wymagania rynku europejskiego, a jakość wielu produktów już dawno przestała odbiegać od standardów znanych z Europy.
Coraz częściej spotykaliśmy firmy, które od początku rozmowy pytały o zgodność z wymaganiami Unii Europejskiej, dokumentację techniczną czy możliwości dostosowania produktów do oczekiwań zagranicznych klientów.
To pokazuje, że chińscy producenci nie konkurują już wyłącznie ceną. Coraz większy nacisk kładą na jakość, technologię i długofalową współpracę.
Do Polski wróciliśmy z setkami nowych kontaktów, dziesiątkami próbek produktów i jeszcze większą liczbą pomysłów na kolejne projekty.
Ale wróciliśmy również z przekonaniem, że nic nie zastąpi osobistego spotkania z producentem.
Można porównywać oferty przez internet, prowadzić wideokonferencje i wymieniać setki wiadomości e-mail. Jednak dopiero wizyta na miejscu pozwala zobaczyć, jak naprawdę funkcjonuje firma i czy warto powierzyć jej produkcję.
Każdy wyjazd utwierdza nas w przekonaniu, że Chiny to kraj, którego nie da się poznać podczas jednej podróży. Za każdym razem odkrywamy nowych producentów, odwiedzamy kolejne fabryki i spotykamy ludzi, którzy inspirują nas swoim podejściem do biznesu.
Już teraz planujemy następny wyjazd. Bo wiemy, że za kilka miesięcy pojawią się nowe technologie, nowe produkty i nowe możliwości współpracy. I właśnie dlatego regularnie wracamy do Chin.
Mamy nadzieję, że dzięki tej krótkiej relacji choć przez chwilę mogliście towarzyszyć nam w tej podróży. A jeśli w przyszłości będziecie chcieli zobaczyć chińskie fabryki i targi z bliska, być może spotkamy się tam razem.
